srp

Będziemy stopniowo prezentować Państwu 10 tez o schizofrenii - komentowaną każda przez profesjonalistę i pacjenta.

 

 

Janusz Morasiewicz  -     Czy schizofrenia jest chorobą?

 

   Autor czy autorzy „10 tez o schizofrenii” stwierdzają, że schizofrenia jest chorobą.

Wg mnie już takie postawienie problemu, gdy tezy o schizofrenii są na pierwszym miejscu, na dalszy plan spychając osoby, których cierpienie psychiczne i jego skutki przejawiają się zaburzeniem ich stabilności psychicznej o nasileniu psychotycznym, tj. takim, w którym inni albo i one same dostrzegają przejawów szaleństwa, świadczy o tym, że słowo wymyślone kiedyś dla ujednolicenia nazewnictwa w odniesieniu do losów osób z niejasnymi i różnorodnymi przeżyciami psychicznymi stało się ważniejsze niż te osoby.

   Można by wszakże wyobrazić sobie np. „10 tez o doświadczeniach tych, których przeżycia psychiczne i  cierpienia psychiczne nazywane są schizofrenią.”

Autor lub autorzy „10 tez. o schizofrenii”, sądząc z ich słów, nie mają wątpliwości co do istnienia czegoś takiego, jak „schizofrenia” i istnienia czegoś takiego jak „choroba”, a także wyrażają przekonanie, że schizofrenia jest chorobą. Są to jednak tylko sądy, będące następstwem określonego pojmowania życia organizmów, w tym człowieka, które powoduje z kolei określone implikacje i budzi różne wątpliwości.

   Nie da się bowiem rozpatrywać problemów dotyczących zdrowia i chorowania w oderwaniu od tego, jak pojmuje się zdrowie, chorobę, chorowanie, leczenie, pacjenta.

   Odrzucenie istnienia związku choroby i zdrowia jako wzajemnie przenikających się atrybutów życia oraz utożsamienie życia ze zdrowiem – typowe dla XIX-to i XX-to wiecznej medycyny, zepchnęło chorowanie, chorobę, chorego w sferę ciemności, postawiło chorobę w opozycji do zdrowia. Podobnie stało się ze sformułowaniem pathos logos, które pierwotnie oznaczało „słowo, mowę  o cierpieniu, o doświadczeniu” dając początek dla pathologia, co oznaczało „badanie namiętności, cierpienia”, zanim nabrało współczesnego znaczenia w słowie patologia, tj. nieprawidłowość, odstępstwo od normy.

   Dalszą konsekwencją takiego podejścia było przyjęcie redukcjonistycznego modelu pojmowania choroby, koncentrujące się na poszukiwaniu czynników patogenetycznych i metod ich usuwania bądź przeciwdziałania im. Powyższe podejście sprzyja koncentracji uwagi pacjentów, lekarzy i innych osób na chorobie – samodzielnym bycie, nadając jej charakter ontologiczny. Znamionuje to tzw. realizm w odniesieniu do pojmowania choroby.

Takie realistyczne myślenie o chorobie jako o wyodrębnionym bycie dominuje we współczesnej medycynie, a także w psychiatrii.

   Rezultatem tego są takie sformułowania, jak „leczenie schizofrenii”, „zapisywanie leków na schizofrenię”, „schizofrenia lekooporna”, „walka ze schizofrenią” itp.

   Tak więc redukcjonistyczne podejście do zagadnień zdrowia i jego następstwo w postaci przyjęcia tezy o realistycznym istnieniu chorób (nadanie im bytu) z jednej strony kreuje takie byty, jak schizofrenia, z drugiej strony powoduje zapoznanie człowieka – pacjenta, który doświadcza cierpień (w tym wypadku wynikających z przeżyć psychicznych).

   Przeciwieństwem takiego myślenia o problemach życia i wpisanego w nie splotu: zdrowia i chorowania jest podejście nieredukcjonistyczne w medycynie. W tym podejściu chorowanie jest pojmowane jako atrybut życia, jego nieodzowny aspekt i przejaw przybliżania się do śmierci – końca życia, śmierci przynależnej do życia, a nie przeciwstawianej mu. Dla tak pojmujących chorobę ma ona jedynie znaczenie nominalne a nie realne (choroba jest nazwą – imieniem /nomen/ jakiegoś stanu, fazy etapu życia organizmu).

   Przyjmowanie jednego lub drugiego podejścia w medycynie pociąga za sobą daleko idące konsekwencje dotyczące leczenia. W psychiatrii powoduje to, że jedni leczą schizofrenię (lekarze i terapeuci przyjmujący skrajnie realistyczny i redukcjonistyczny punkt widzenia co do natury chorowania i choroby) , drudzy leczą ze schizofrenii (mniej redukcjonistycznie nastawieni lekarze i terapeuci, zwolennicy realnego bytu chorób, w tym schizofrenii), a  niektórzy proponują leczenie, które ma służyć ulżeniu w cierpieniach  pacjentowi, w cierpieniach, spowodowanych doświadczaniem przeżyć psychicznych, opisywanych i przypisywanych stanom nazywanym współcześnie schizofrenią (zwolennicy podejścia nieredukcjonistycznego i nominalizmu w odniesieniu do chorób).

  Idąc krok dalej można postawić pytanie o możliwość takiej medycyny, takiej terapii, w której przy nieredukcjonistycznym modelu życia i dostrzeganiu jego różnorodnych przejawów w przybywaniu zdrowia (zdrowieniu) i w ubywaniu zdrowia (chorowaniu) nie odnoszono by się w ogóle do choroby nawet w znaczeniu nominalnym. Nazwanie powoduje bowiem też, że to,  co nienazwane staje się ukrytym, przestaje być dostrzeganym albo nigdy  nim się nie staje.

   Stawiając ten krok stawia się równocześnie kwestie o zasadniczym znaczeniu: „Czy pytanie o prawdę o cierpieniu, o chorowaniu  jest niezbędne dla psychiatry i dla pacjenta?  Czy możliwe jest zaniechanie nazywania i rozpoznawania w cierpieniu pacjenta choroby? Czy psychiatra może towarzyszyć pacjentowi w jego cierpieniu, starając się mu w nim ulżyć, akceptując pathos logosu – mowę cierpienia, a więc rezygnując z kontrolowania pacjenta poprzez badanie, czy jest zdrowy, i bez swoistego furor agendi, skierowanego na likwidowanie patologii i przywracanie normy? I wreszcie, czy pacjent mógłby zaakceptować takiego lekarza?

 

PS. W artykule wykorzystałem, nieco je zmieniając, fragmenty wcześniejszych swoich opracowań : Język kliniki, czy klinika języka, Poznanie chorego przez zdrowego, Etyka psychoterapii, Zapomniana lekcja Asklepiosa (we współautorstwie z Małgorzatą Opoczyńską).

 

dr n.med. Janusz Morasiewicz

Collegium Medicum UJ

Kraków

 

 

 

Schizofrenia jest chorobą.

 

Najpierw chciałabym zaznaczyć, że zamiast terminu „schizofrenia” wolę używać terminu „choroba psychiczna”. Wynika to z tego, że pojęcie „schizofrenia” stało się w pewnym momencie pojemnym „workiem”, do którego „wrzuca się” wszystkie nie poddające się innej współczesnej klasyfikacji choroby psychiczne czy dysfunkcje psychiczne. Właśnie, czy istnieją choroby psychiczne? Ja jestem z powodu swego zachorowania psychicznego – psychozy, która z dość długimi okresami remisji trwa już 26 lat i z doświadczeniem wieloletniego beneficjenta psychiatrycznego oraz z obserwacji życiowej innych towarzyszy niedoli – jestem tego pewna, że choroba psychiczna istnieje, a co więcej (!) coraz lepiej uczymy się ją leczyć.

Pierwszym argumentem za tym przemawiającym jest ogromne cierpienie psychiczne osoby chorującej i właśnie to cierpienie psychiczne skłania ją do podjęcia leczenia. Drugim argumentem za istnieniem choroby psychicznej jest „wypadnięcie” osoby chorującej ze swojej roli społecznej, zakłócenie normalnego funkcjonowania, różne zmiany w zachowaniu, które są wynikiem złej oceny sytuacji zarówno „zewnątrz nas” jak i „wewnątrz nas”. Osoba chorująca choć odczuwa zmiany we własnej psychice nie wierzy, że to jest choroba, ale żyje w świecie wyprodukowanym przez różne czynniki np.  biologiczne (klasyczny brak lub nadmiar dopaminy, czy innej serotoniny w mózgu – zmiany w przysadce mózgowej) a także czynniki środowiskowe i historyczne, społeczno-polityczne, podatność na zranienie, która jest dziedziczna (sama choroba nie jest genetycznie uwarunkowana, tylko podatność na nią). Wreszcie ważne jest przeżycie – przeżycia traumatyczne, które choćby zepchnięte w podświadomość, jednak mogą kształtować nasz los i wybuchnąć w niesprzyjających, stresujących nas warunkach. Nadmierny stres jest czynnikiem ryzyka pojawienia się cierpienia – które manifestuje się wybuchem psychozy.

Najważniejszym jednak argumentem, że istnieje psychoza jest fakt, że od kilkudziesięciu lat jest wyleczalna. Powstała cała gałąź przemysłu farmakologicznego, który sponsoruje i lobbuje badania naukowe pracy mózgu i układu nerwowego. Rozwijają się też badania psychologiczne, socjologiczne. W ośrodkach akademickich opracowany został i coraz bardziej rozwija się program psychoterapeutyczny. Psychoterapia: indywidualna, grupowa, rodzinna, terapia przez sztukę art.-terapia (sztuki plastyczne, teatr, literatura, muzyka), psychoedukacja - to na dziś dzień rzecz oczywista, novum natomiast jest ergoterapia (terapia przez pracę).

Dzięki tym różnym formom terapii jest możliwy powrót do zdrowia, zaczynamy znów funkcjonować w swoim środowisku, pełnić odpowiedzialne role społeczne, zdrowiejemy. Skąd moje przekonanie, że zdrowieję? Stąd, że wiem, że mój obraz mikro- i makro- świata zmienia się, zaczynam mieć tzw. wgląd w chorobę. Jednak, aby wyzdrowieć, trzeba się napracować i mieć motywację wewnętrzną, żeby oswoić prawdziwy obraz rzeczywistości i odnaleźć swoje miejsce na Ziemi.

 

Jolanta Janik

Stowarzyszenie „Otwórzcie Drzwi”

Kraków

10.05.2017
Deklaracja I Kongresu Zdrowia Psychicznego!
25.04.2017
Polecamy tekst do przeczytania w wolnej chwili...
30.03.2017
Zapraszamy na I Kongres Zdrowia Psychicznego w Warszawie! Termin 8 maja 2017 rok.
13.03.2017
List Otwarty do Pani Premier Beaty Szydło w sprawie Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego w Polsce
21.11.2016
Badanie PATHWAYS - UNIWERSYTET JAGIELLOŃSKI
20.10.2016
Co dalej w sprawie NPOZP w Polsce?
17.10.2016
Wizyta Rzecznika Praw Obywatelskich w Stowarzyszeniu Rodzin "Zdrowie Psychiczne"
14.08.2016
Nowy projekt Stowarzyszenia! - "Osoba z niepełnosprawnością psychiczną – wartościowy pracownik."
04.07.2016
Od 1 kwietnia wystartował projekt "Młodzi niepełnosprawni - wzór aktywności zawodowej" na lata 2016-2018
22.06.2016
Dr Konstanty Radziwiłł, Minister Zdrowia, w Sejmie RP, 11 maja 2016. Niestety .... :(
Projekt i wykonanie SIT